Tyfusowe sieroty - 1849 r. post scriptum

Tyfusowe sieroty – 1849 r. post scriptum

Nie do końca – na podstawie zachowanych dokumentów, da się ustalić losy wszystkich trzech sierot. „Jeśli nie wiesz, to nie oceniaj… Jeśli nie wiesz, to nie mów…”

Po wycofaniu się państwa ze świadczeń dla rodzin zastępczych z powiatu opolskiego, na rzecz opieki nad osieroconymi dziećmi pochodzącymi z najbardziej dotkniętego epidemią tyfusu powiatu rybnickiego, korespondencja proboszcza siołkowickiej parafii z Komitetem Łagodzenia Kryzysu we Wrocławiu i innymi ośrodkami pomocy sierotom nagle ustała. W teczce dokumentów zebranych przez następnego proboszcza z Siołkowic ks. Pawła Frysztackiego, nazwanej „Acta betreffend Typhus Waisen der 1849”, znalazły się jeszcze dwa dokumenty z 1857 roku. Pierwszy z nich to kopia sprawozdania z przesłuchania wdowy Rozalii Zimolung i Josephy Banik w Sądzie Powiatowym w Oleśnie na okoliczność ustalenia tożsamości Josephy Banik, w związku z dziedziczeniem przez nią środków pieniężnych pochodzących z fundacji na rzecz sierot, założonej przez państwo kilka lat wcześniej, a należnych sierotom po osiągnięciu pełnoletności. Obie kobiety zeznawały w obecności urzędnika Nimczewskiego występującego w roli tłumacza, gdyż jak stwierdzono nie znały języka niemieckiego. W związku z zaginięciem w trakcie epidemii tyfusu dokumentów Josephy, starano się ustalić jej dane osobowe; wiek, imiona zmarłych rodziców, okoliczności jej pobytu w siołkowickiej parafii, a także wysokość pobranych przez opiekunów zasiłków edukacyjnych. Jako świadka powołano też sołtysa Stanitz (Stanica) – miejscowości, z której mała Josepha pochodziła. Rozalia Zimolung wtedy oświadczyła, iż siedem lat wcześniej kiedy mieszkała z mężem w Siołkowicach usłyszeli od proboszcza ks. Equarta o potrzebie przyjęcia pod swój dach biednych, tyfusowych sierot. Ta którą oni się zaopiekowali, według tego co im przekazał ks. Equart nazywała się Josepha Banik. Wdowa wyszczególniła też ilość i przez kogo zostały im przekazane zasiłki w pierwszych dwóch latach sprawowania opieki. Z tego dokumentu wynika, iż Josepha została trzy lata wcześniej oddana prawdopodobnie do Królewskiego Domu Sierot w Oleśnie lub innej rodziny zastępczej. Fakt ten można tłumaczyć tym, że w tak trudnych czasach, po śmierci męża, samotna wdowa pozbawiona zasiłku nie była w stanie wychować i zapewnić jej – sprawowanej już od czterech lat godziwej opieki. Nazajutrz po przeprowadzonym w powiatowym sądzie w Oleśnie dochodzeniu, wysłano urzędowe pismo do ks. Bumbke w Siołkowicach z informacją o przeprowadzonym dochodzeniu. Jednocześnie sąd prosił księdza o szybkie przesłanie dokumentów tożsamości tej dziewczyny, w posiadaniu których, jak można było przypuszczać znajdowała się siołkowicka parafia, a także o dalsze szczegółowe informacje dotyczące jej pochodzenia i funduszy, z których uzyskano przekazane wsparcie. Poproszono również o kontakt z kapłanem Krecikiem, który również przekazał rodzinom zapomogi. Na odwrocie sądowego pisma ks. Bumbke skreślił notatkę o tym , że jeszcze 16 czerwca spisał niezbędne wyjaśnienia i wysłał do Olesna.

Tyfusowe sieroty - 1849 r. post scriptum
Pismo z Sądu Powiatowego w Oleśnie do ks. Bumbke

W aktach tej sprawy nie zachowały się żadne dokumenty co do losu pozostałych dwóch sierot. Prawdopodobnie dalej pozostały pod opieką rodzin zastępczych. W teczce z dokumentami zachował się odpis aktu urodzenia i chrztu Karoliny Kowalskiej, sporządzony w czerwcu 1850 r. przez ks. Błaszczyka w Bełku. Być może wystąpił o to zapobiegliwy jej opiekun – kierownik szkoły w Chróścicach, Alexander Dehnisch.
W całej tej sprawie pozostaje jeszcze jedna nierozwiązana zagadka. Ks. Frysztacki porządkując dokumenty, wraz z pierwszym listem biskupa Melchiora von Diepenbrocka apelującym o wsparcie dla sierot, wszył do teczki na trwale (wszystkie dokumenty zszywano cienkim sznurkiem) nieznany i nieopisany szkic budowli sakralnej (kościoła). Być może to tylko przypadek czy pomyłka, ale można też snuć przypuszczenia, iż być może w tym okresie, w którejś miejscowości siołkowickiego dekanatu planowano budowę kościoła, a szkic przesłano z Generalnego Wikariatu we Wrocławiu do wglądu jako wzór. Nie jest nam znane aby podobny kościół kiedykolwiek zbudowano w najbliższej okolicy. Jednak niemal identyczny znajduje się w północnej części Dolnego Śląska w miejscowości Cieszków (dawniej Fryhan), powiat Milicz. Jest to zbudowany w 1753 r. dworski kościół pw. Wniebowzięcia NMP. Projektował go jak twierdzą znawcy historii tego kościoła, śląski architekt urodzony w Tallinnie Martin Karl Frantz, chociaż zbudowano go 11 lat po śmierci architekta. A może ktoś zna podobną budowlę w innym miejscu?

Tyfusowe sieroty - 1849 r. post scriptum
Nieznany szkic kościoła z „Acta Typhus Waisen der 1849”
Tyfusowe sieroty - 1849 r. post scriptum
Kościół Wniebowzięcia NMP w Cieszkowie. Źródło: Photo Socjol, CC BY-SA 3.0.
Przegląd prywatności

Ta strona korzysta z ciasteczek, aby zapewnić Ci najlepszą możliwą obsługę. Informacje o ciasteczkach są przechowywane w przeglądarce i wykonują funkcje takie jak rozpoznawanie Cię po powrocie na naszą stronę internetową i pomaganie naszemu zespołowi w zrozumieniu, które sekcje witryny są dla Ciebie najbardziej interesujące i przydatne.