Czy pruska “Sprawiedliwość” zawsze była sprawiedliwa?

W opublikowanym 17. 02. 2019 r. wpisie “Najslawniejsze kradzieże w historii Siołkowic, cz. 2” przedstawiono wyszukane w starych gazetach wycinki prasowe o zuchwałej czterokrotnej kradzieży skarbonki kościelnej miejscowego kościoła dokonanej w 1904 roku przez miejscowego głównego nauczyciela i organistę Józefa G., za który to czyn opolski sąd w 1905 r. skazał go na trzy miesiące więzienia o czym pisały m.in. “Głos Śląski”, “Nowiny Raciborskie”czy też gazety za oceanem. Zaś za próbę dokonania rabunku tej samej skarbonki w 1905 r. przez miejscowego 70-cio letniego recydywistę  Antoniego M. ten sam sąd skazał go na 10 lat pozbawienia wolności. Wyrok sądu podał gliwicki ” Der Oberschlesische Wanderer”. Cóż , powiedzenie – sentencja, iż Temida bywa czasem ślepa na sprawiedliwość i na pokrzywdzonych w żadnym czasie nie traciło i dalej nie traci na znaczeniu. Z drugiej zaś strony z perspektywy tych 115 lat jakie dzieli nas od tych wydarzeń należałoby spytać jak rzetelne było śledztwo pruskich inspektorów w sprawie kradzieży? Czy stosowano wtedy brutalne metody wymuszania zeznań? Czy wzięto pod uwagę możliwość sfingowania tych kradzieży przez siołkowicką młodzież szkolną  i skierowanie podejrzeń na nielubianego nauczyciela i organistę tylko po to by pozbyć się go ze szkoły? A jeśli tak, to jaki był w tym udział osób dorosłych i samego ks. proboszcza, oraz czy miało to wpływ na tak niską karę w odróżnieniu do kary dla ww. Antoniego M. Jeszcze tego samego roku nauczyciela relegowano z posady kierownika szkoły i kościelnego organisty.