Pasjonująca historia pielgrzyma na Drodze św. Jakuba“. „Miałem tak dużo pięknych przeżyć, i chcę o tym ludziom opowiedzieć.” – tymi słowami autora chcielibyśmy zachęcić Was do wzięcia udziału w tak ciekawym wydarzeniu.

Spotkanie współorganizuje Stowarzyszenie „Pielgrzymi Opolscy”. W trakcie spotkania będzie możliwość zakupu książki.

Poniżej fragment z książki:

Edward Schiwek z Kolonii Popielowskiej, mieszkający obecnie w Niemczech, pielgrzymował przez miesiąc po Drodze św. Jakuba w Hiszpanii. Swoją pielgrzymkę opisał w książce, która została przedstawiona na Targach Książki we Frankfurcie.

 „W zasadzie to nie lubię pieszych wycieczek, nigdy ich nie lubiłem”, mówi Edward Schiwek uśmiechając się. „Nigdy nie byłem wysportowany”. „Podróżować też nie lubię. Nie chcę być poza domem. Zawsze tęsknię do domu. A tym bardziej nie lubię wyjeżdżać bez rodziny”. „Jeżeli już muszę wyjechać, organizuję wszystko, szczególnie noclegi. W tej kwestii nie mam najmniejszej ochoty na improwizację. Myśl, że jestem w obym miejscu i nie mam zapewnionego noclegu jest dla mnie horrorem”.

Jak taki człowiek może wpaść na pomysł zostania pielgrzymem na Drodze św. Jakuba?

„To ta Droga mnie wezwała”, zwierza się ten wierzący człowiek. Było to przed świętami 2011 roku. Ten 52-letni mężczyzna z uprzejmym wyrazem twarzy siedzi na w swoim salonie i opowiada: „Myśl o pielgrzymce po Drodze św. Jakuba nadeszła mnie całkiem niespodziewanie. Była to dla mnie absurdalna myśl, więc nikomu o niej nie mówiłem”. Kiedy pod choinką znalazł podarunek od córki – książkę o Drodze św. Jakuba – uznał to za znak. Już wkrótce myśl przekształciła się w marzenie. Pod koniec roku 2012 poszedł na boisko w wiosce gdzie mieszka, i uciął kij z orzecha laskowego. Następnie zaplanował szczegółowo terminy zleceń w swoim Biurze Planowania Robót Kamieniarskich.

Na początku maja 2013 roku wybiera się w drogę. Z kijem w ręku i czerwonym plecakiem Edward Schiwek rusza pociągiem z Walhdhausen na południu Niemiec przez Stuttgart i Paryż aż do Lourdes. Tam pozostaje dwa dni. Stamtąd jedzie dalej do podnóża Pirenejów. W dalszą drogę rusza piechotą. W pierwszym dniu pielgrzymki musi pokonać Pireneje. To niesamowity wysiłek dla takiego „Wysiadywacza fotela”, jakim się sam określa. Jednak daje radę i następnego dnia idzie dalej, krok za krokiem, coraz dalej. W ciągu miesiąca pokonuje piechotą 808 km hiszpańską Drogą św. Jakuba. Przechodzi przez całą Hiszpanię aż w końcu dociera do katedry w Santiago de Compostela. Codziennie zapisuje swoje przeżycia.

Na plecaku wisi cały czas znak rozpoznawczy Caminowiczów: muszla św. Jakuba. „To muszla córki”. O córce mówi dużo i pełen miłości. „To Vivienne nakłoniła mnie do napisania książki”.

Po powrocie zastanawia się w jaki sposób może przekazać, co przeżył. „Chciałem zaprosić rodzinę i przyjaciół i zrobić małą prezentację”. Jednak opis dojazdu i pobytu w Lourdes to już 28 stron napisanych komputerem. Córka czyta je i proponuje zrobić z tego książkę. W ciągu trzech miesięcy spisuje więc wszystko, wspomina także o swojej śląskiej przeszłości – 31 lat temu pojechał wraz z żoną Marianną do Niemiec i pozostał. Z tekstu robi książkę i zleca wydrukowanie 20 egzemplarzy. Rozdaje je rodzinie i przyjaciołom. Otrzymuje tak pozytywne reakcje, że wysyła manuskrypt do trzech wydawnictw. Jedno z nich – Laumann-Verlag – jest nim zainteresowane.

Wkrótce po wydaniu książki w Niemczech tłumaczy książkę na język polski, a raczej przepisuje ją po polsku, i wysyła manuskrypt do kilku wydawnictw. Księgarnia św. Jacka z Katowic decyduje się na jej wydanie.

Edward Schiwek jest zapalonym opowiadaczem, mówi autentycznie i zrozumiałym, bezpośrednim językiem – i dokładnie tak czyta się jego książkę. Autor opowiada z wielką pasją o spotkaniach z innymi pielgrzymami, o przyjaźniach, które się narodziły, ale także o chwilach przytłaczającej samotności. Otwarcie mówi o swoich odczuciach i przeżyciach. Czy to o niesamowitym nastroju przy Cruz de Ferro, gdzie odkłada przyniesiony z domu kamień, symbolizujący troski. Czy to o niespodziance, która oczekuje go w schronisku, gdzie dostaje specjalnie dla niego pozostawiony tam podarunek. Z oszałamiającą szczerością pisze o doświadczeniu Boga, o tym jak niemalże cieleśnie czuje jego obecność.

Książka ta opisuje również codzienność pielgrzyma, opowiada o monotonności marszu, o bólu w nogach, upale i wyczerpaniu. „Miałem tak dużo pięknych przeżyć, i chcę o tym ludziom opowiedzieć.”