Czas płynie tak jak woda. Szybko i nieustannie. Starsze i średnie siołkowickie pokolenie pamięta lipcowe dni 1997 roku już na zawsze.

Dzieci uczą się o nich z książek najnowszej historii. Powódź, która od wieków towarzyszyła terenom nadodrzańskim, nabrała wtedy niespotykanych rozmiarów. Natura pokazała swoją ogromną siłę. Mówi się dziś o ówczesnej powodzi tysiąclecia. Może i raz na tysiąc lat, ale wydarzyła się. A wielu z nas było jej świadkami. Dziś w naszych pięknych Starych Siołkowicach nie ma już śladów brutalnego wejścia odrzańskiej wody. Pozostały zdjęcia na papierze i w naszej pamięci.

W tym rocznicowym tygodniu zachęcamy Was do podzielenia się wspomnieniami, ciekawostkami, może także fotografiami z 9,10 lipca i następnych trudnych dni 1997 roku. Piszcie w komentarzach, przysyłajcie e-maile. To jest także (niestety) część siołkowickiej historii. Będziemy je wspomnieniowo publikować.

Na początek prezentujemy tekst pani Moniki Macioszek.

Niedziela, 6 lipca 1997 r.

W Domu Kultury w Popielowie trwa Jarmark Popielowski. Ludzi na sali niewielu, mimo że program bardzo atrakcyjny. Niestety, ciągłe opady deszczu trwające już od piątku, pokrzyżowały plany organizatorom oraz widzom. Biblioteka prowadzi kiermasz książek (też na sali), a występujący na scenie artyści zapowiadają, że boją się powrotu do domu, bo miejscami drogi nieprzejezdne. Nikt nie przypuszczał wtedy, że najgorsze nadejdzie dopiero za kilka dni.
Od poniedziałku prasa, radio donosiły o zalaniu Raciborza, potem Kędzierzyna-Koźla, Nysy, potem już okolic Opola od strony południowej.
– A, to do nas nie dojdzie – mówili ludzie – przecież tyle wody chyba w rzekach nie ma. 

Środa, 9 lipca 1997 r.

Niestety, doszła i to z jakim impetem. Pierwsze sygnały z Urzędu Gminy docierają do mieszkańców o ewentualnej ewakuacji ludności z terenów położonych bliżej Odry, ale nie tylko. Mówi się o ewakuacji ludności wsi Rybna, Stare Kolnie, Stobrawa, Kolonia Popielowska, Siołkowice i Popielów. Do wielu mieszkańców jeszcze nie dociera w pełni rozmiar nieszczęścia. Jedni stoją na walach i obserwują.
– Nie ma co panikować, przecież za wałem widać jeszcze zboże, kukurydzę – mówią.
Inni pomagają strażakom umacniać wały workami z piaskiem. Po godz. 20.00, w środę, w wielu miejscach widać już przesiąknięte wały. Do przelania walów jeszcze nie dochodzi.

 
Czwartek rano, 10 lipca

Do mieszkańców zagrożonych sołectw naszej gminy docierają przedstawiciele gminnego sztabu przeciwpowodziowego. Mieszkańcy sołectw składają podpisy pod informacją o natychmiastowej ewakuacji.

Bardzo różnie ludzie podchodzą do zbliżającego się nieszczęścia. Jedni stoją na wałach i obserwują, do końca nie wierzą, że ewakuacja ich dotyczy. Inni uciekają z dobytkiem, meblami, całym sprzętem domowym. Pracownicy Urzędu ponaglają do ewakuacji, szykują noclegi w Domu Kultury, w szkołach. A najgorsze nadchodzi.

Około godz. 18.00, z drogi od Chrościc do granic gminy w stronę Brzegu, widać gołym okiem, jak Odra “wypływa” przez wały. Ogromny, szeroki wodospad. Teraz zaczyna się panika, popłoch. Kto jeszcze może ucieka samochodem, ciągnikiem. Wiele jednak rzeczy zostaje w gospodarstwach. Ludzie ratują już tylko życie swoje i najbliższych.
– Jedak doszła – mówią ludzie – i to w jakich rozmiarach.
Około godz. 21.00 wody Odry rozlały się wzdłuż drogi wiodącej z sąsiedniej gminy Dobrzeń poprzez naszą gminę w kierunku Brzegu, po całej jej lewej stronie. W piątek, nad ranem woda “przeszła” przez drogę zalewając kolejne domy i ulice po jej prawej stronie. To już nie była nasza rzeka – było to morze, przekształcające w nicość wszystko, co w swym zasięgu ogarnęło. Tak zostały zalane kolejno: część Starych Siołkowic, Kolonia Popielowska, część Popielowa – z Wielopole włącznie, Rybna, Stare Kolie, Stobrawa.

Źródło: http://foto.pap.com.pl

A jak przedstawiał się los bibliotek w tych chwilach grozy? 

Spośród czterech placówek w gminie Popielów powodzi uniknęły: biblioteka gminna w Popielowie, filie biblioteczne w Karłowicach i w St. Siołkowicach. Woda nie oszczędziła naszej fili w Stobrawie. Kończąc planowane tam skontrum 30 czerwca, nikt nie przypuszczał, że taki los spotka placówkę. W sam dzień “potopu”, zatrudniona tam kol. Helena Worobiec, zdążyła zabezpieczyć wszystkie książki z dolnych półek, przenosząc je wyżej. I faktycznie, jak woda zeszła i można było dojechać do Stobrawy (3 tygodnie po powodzi) okazało się, że lokal zalany był na wysokość tylko 30 centymetrów. Ucierpiały natomiast wszystkie meble i regały. Zalana została również piwnica, w której mieściła się kotłownia. Woda stała tam 3 miesiące (…).

Bibliotekarki z biblioteki gminnej przez cały okres tuż po powodzi, tj. od 12 lipca do połowy sierpnia, pracowały w komitecie przeciwpowodziowym. Akcja pomocy poszkodowanym, głównie wydawanie darów, trwała na okrągło, także w soboty i niedziele, nieraz do późnych godzin nocnych. O normalnej pracy w bibliotece w tym okresie nie było mowy. Nikt zresztą nie myślał wtedy o czytaniu.

Zdjęcia ze Starych Siołkowic i z okolicy Chrościc