Niektóre osoby, choć w Starych Siołkowicach nie mieszkają stale, są jakby jednymi z nas. Ojciec Krzysztof Kopeć do nich należał. Przez lata bywał tu gościem, który zdobył status prawie mieszkańca. Nie tylko przez zlecone obowiązki duszpasterskie, bardziej jeszcze przez radość, dobre słowo i uśmiech dla wszystkich. Kapłan – słusznej postury – zawsze chciał i potrafił z ludźmi rozmawiać. Z najstarszymi, z tymi w ławkach kościelnych, z tymi przy obiedzie i kawie, z chorymi, z dociekliwą młodzieżą i dziećmi. Wielu znał od dnia chrztu. Podobały mu się wszystkie siołkowickie wydarzenia. Nazywał nas często szczęśliwymi ludźmi, którym tyle pod płotem się dzieje. Jeżeli tylko mógł, uczestniczył z nami w kiermaszach, festynach, dożynkach, jubileuszach. I stół eucharystyczny i stół rodzinny uważał za ważne. Nosił ze sobą zawsze łagodne i subtelne poczucie humoru. Miał je w zapasie dla każdego. Zarażał swoją spokojną osobowością – jako kapłan i człowiek. Przywykliśmy nazywać go rekolekcjonistą. W zgromadzeniu o.oblatów tytułowano go także misjonarzem ludowym. Całe swe zakonne życie głosił bowiem Słowo Boże, rekolekcje i nauki w parafiach całej Polski.

Zawsze z entuzjazmem wspominał swój rodzinny Kock na Podlasiu. Tam się urodził w 1962 roku. Tam przeżył dzieciństwo, ukończył edukację w liceum. Ciepło wspominał rodzinne miasto. Potrafił opowiadać świetne gawędy o Kocku. Pokazywał tym jak trzeba cenić i szanować rodzinne strony. One zawsze będą jedne jedyne.
O. Krzysztof zakończył już swoją ziemską drogę życia. Po ludzku zbyt wcześnie. Jednak to Pan Bóg jest panem życia i On zadecydował, iż dokonało się to teraz. Tu w Starych Siołkowicach. Tym bardziej jesteśmy przez to zobowiązani do wdzięcznej pamięci o o. Krzysztofie i do modlitwy za niego. To będzie nasze dobre podziękowanie dla niego.
Autor Artur Wilpert